W nocy z 30 września na 1 października dwoje polskich wspinaczy utknęło tuż pod wierzchołkiem Dente del Gigante (4013 m) w masywie Mont Blanc. 20-latek przez około 12 godzin wisiał na linie, nie mogąc się ruszyć, a jego 24-letnia partnerka czekała na stanowisku kilkadziesiąt metrów niżej. Oboje żyją - dzięki współpracy włoskich i francuskich ratowników.
Czym jest Dente del Gigante
Dente del Gigante to granitowa iglica na końcu grani Rochefort, na granicy włosko-francuskiej. Dojście jest krótkie - z Punta Helbronner, dokąd wjeżdża się kolejką Skyway Monte Bianco z Courmayeur, do podstawy iglicy idzie się około godziny po lodowcu. Sama wspinaczka drogą normalną (ściana południowo-zachodnia, wycena AD) prowadzi po stałych linach poręczowych zamontowanych na najtrudniejszych odcinkach. Zjazd - tą samą drogą, na linie. Dlatego Dente ma opinię „łatwego czterotysięcznika" i ściąga sporo osób, które chcą zaliczyć pierwszą prawdziwą alpejską wspinaczkę.
Problem w tym, że 4000 m to nadal 4000 m, a pogoda w Alpach na przełomie września i października nie wybacza błędów.
Jak doszło do wypadku
Według lokalnego portalu Aosta Sera para prawdopodobnie zgubiła właściwą drogę zejścia, a do tego doszedł problem z liną. Dokładnych okoliczności nie znamy - służby nie podały, czy lina się zaklinowała, czy chodziło o błąd przy zjeździe. Efekt był taki, że 20-letni mężczyzna zawisł na linie około 40 metrów poniżej wierzchołka i nie był w stanie wydostać się z tej pozycji. Jego partnerka stała zaasekurowana na stanowisku w pobliżu, bez możliwości dotarcia do niego.
Około północy kobieta zadzwoniła do centrali ratunkowej w Aoście i podała lokalizację. Padało, było zimno, a widoczność wykluczała lot śmigłowca. Ratownicy ocenili, że nocne dojście do pary na piechotę byłoby zbyt niebezpieczne. Oboje musieli czekać do rana.
Przebieg akcji ratunkowej
O świcie ruszył zespół Soccorso Alpino Valdostano wspierany przez ratowników górskich Guardia di Finanza z Entrèves. Skyway Monte Bianco uruchomiono specjalnie dla nich o 7:00 rano, żeby wywieźć ekipę na Punta Helbronner. Stamtąd ratownicy zaczęli podchodzić do podstawy iglicy i wspinać się w górę w deszczu i chmurach.
Przełom przyszedł z francuskiej strony. Krótkie przejaśnienie pozwoliło wystartować śmigłowcowi PGHM - żandarmerii wysokogórskiej z Chamonix. Załoga doleciała do wiszącego na linie Polaka, podjęła go na pokład i zabrała do Chamonix. Kiedy ratownicy do niego dotarli, nie był już w stanie samodzielnie się poruszać. Jeden z włoskich ratowników powiedział agencji ANSA, że gdyby okno pogodowe zamknęło się minutę wcześniej, dotarcie do niego byłoby niemożliwe.
Zanim ekipa naziemna doszła do kobiety, minęły jeszcze około dwie godziny. Włoscy ratownicy wyprowadzili ją najpierw z powrotem na wierzchołek, a dopiero stamtąd zjechali razem na linie właściwą drogą do podstawy iglicy i dalej do schroniska Torino. Około 13:30 była już na dole. Była wyczerpana, ale w dobrym stanie fizycznym - odmówiła przewiezienia do szpitala. Mężczyzna po badaniach w szpitalu ma stan stabilny, bez zagrożenia życia.
Dwanaście godzin w zawisie
Warto zatrzymać się na tej liczbie. Nieruchomy zwis w uprzęży wspinaczkowej już po kilkudziesięciu minutach ogranicza krążenie w nogach - to tzw. trauma wisząca (suspension trauma), która sama w sobie może być groźna dla życia. Do tego deszcz, wiatr i temperatura w okolicy zera na 4000 m. To, że 20-latek dotrwał w takich warunkach do rana w stanie pozwalającym na ewakuację, jest w tej historii najbardziej nieprawdopodobne.
Filmy z akcji opublikowało Soccorso Alpino Valdostano. Będziemy aktualizować tekst, jeśli pojawią się nowe informacje o przyczynach wypadku.




Komentarze
Wczytywanie komentarzy...
Komentarze dodajesz w aplikacji Trekkit po zalogowaniu. Pojawią się też tutaj, pod artykułem.